O autorze
Pacyfistów i czytelników oszczędnych ostrzegam, że będę pisał też o przerabianiu pieniędzy (dużych i niewyobrażalnie dużych) na huk (rzeczywisty bądź propagandowy). Mówiąc po ludzku i uczciwie – będę opowiadał o wojsku, armiach, wojnach, misjach, wszystkim co strzela i bombarduje, bądź tego nie robi (chociaż powinno). Moja fascynacja pisaniem o tej tematyce zaczęła się gdy mając siedem lat nauczyłem się dwóch pożytecznych rzeczy - składania liter w słowa oraz rozkładania karabinka automatycznego AK-47. Gdyby życiem rządziła logika, to z tymi umiejętnościami powinienem zrobić karierę pisarza kompanii. Stało się inaczej. Z dwóch powodów. Pierwszą przeszkodą był mój paskudny charakter. Pisma oczywiście.

Przyczyną drugą była młodzieńcza uległość imperialistycznej propagandzie, która służbę w armii będącej wówczas zbrojnym ramieniem PZPR i organizacji przestępczej o charakterze zbrojnym rządzącej moim krajem od 13 grudnia roku pamiętnego czyniła, w moim przekonaniu, wysoce nieatrakcyjną. Tak więc zamiast bronić demokracji socjalistycznej z utęsknieniem wypatrywałem jej schyłku. Gdy on niespodziewanie nastąpił, pewnego dnia przypadkiem zajrzałem do popularnej wówczas redakcji radiowej, z której wyszedłem z magnetofonem marki Uher i legitymacją reporterską. W ciągu ćwiartki stulecia jaka minęła od tamtej chwili większą część czasu zajmowałem się tematyką militarną. Nabywane przeze mnie doświadczenia często były zgodne z obserwacjami moich dwóch idoli - dobrego wojaka Josefa Szwejka i kapitana Sił Powietrznych USA Johna Yossariana. Ale nie traćmy czasu na kombatanckie wspomnienia. O wiele ciekawsze są konkretne i mniej konkretne około militarne aspekty naszych ciekawych czasów …

Co łączy badanie przyczyn katastrof Airbusa i Tupolewa? Nic!

Wyjaśnianie okoliczności niedawnej tragedii Airbusa niemieckich tanich linii lotniczych Germanwings odbywa się w o wiele poważniejszej atmosferze, niż trwające od pięciu lat badanie przyczyn katastrofy rządowego Tupolewa 154 M nr 101, w której zginęło 96 przedstawicieli polityczno-wojskowej elity Rzeczpospolitej z urzędującym prezydentem na czele. Jest mi przykro. Nie tylko dlatego, że moje Państwo dalej się kompromituje.

I znów nie uda się poważnie porozmawiać o przyczynach katastrofy smoleńskiej. Głos zabrali kolejno prokuratorzy wojskowi , mecenas Roman Giertych, poseł Antoni Macierewicz i Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej. W kilka dni po rozbiciu przez szaleńca pełnego pasażerów samolotu we francuskich Alpach mamy już przykrą pewność. Wyjaśnianie przyczyn tragedii Airbusa A320 niemieckich tanich linii lotniczych Germanwings odbywa się w o wiele poważniejszej atmosferze, niż badanie okoliczności katastrofy rządowego Tupolewa 154 M nr 101, w której zginęło 96 przedstawicieli polityczno-wojskowej elity Rzeczpospolitej z urzędującym prezydentem na czele.



Już po 48 godzinach od śmierci 150 pasażerów i członków załogi Airbusa lecącego z Barcelony do Dusseldorfu francuscy śledczy i prezesi Germanwings oraz Lufthansy potwierdzili, że drugi pilot zamknął się sam w kabinie i z premedytacją rozbił maszynę o alpejskie zbocze. Że kapitan dobijał się do drzwi kabiny. Że usiłował je wyłamać, aby powstrzymać desperata. Co od 10 kwietnia 2010 r. ustaliła Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie? Że według kolejnej ekspertyzy kolejni biegli „wskazują, że istnieją okoliczności, które wskazują na obecność dowódcy Sił Powietrznych w kokpicie lub w jego pobliżu” polskiego Air Force One.

Zwróciliście Państwo uwagę na to, jak cały zarząd niemieckiego taniego przewoźnika lotniczego gęsto się tłumaczy po wtorkowej tragedii? Że zrobili wszystko, aby piloci Germanwings siadali za sterami w pełni przygotowani i sprawni? Że także pilot Andreas Lubitz przeszedł wszystkie szkolenia, badania i miał wszelkie wymagane uprawnienia? W piątek polscy prokuratorzy wojskowi powtórzyli to, co wiadomo od blisko pięciu lat – z czterech członków załogi rządowego Tupolewa trzech w dniu lotu do Smoleńska nie miało 10 kwietnia 2010 r. prawa wejść do kokpitu! Dowódca samolotu i drugi pilot utracili wcześniej uprawnienia do latania na Tu-154 M, zaś nawigator nie miał ich w ogóle.

Czy słyszeliście Państwo, żeby ktoś się tłumaczył jak to było możliwe? Czy naprawdę nikt nie zauważył, że bałagan związany z przelotami VIP-ów w Polsce zaczął narastać wiele lat przed tragicznym lotem do Smoleńska? Że na niespełna dwa lata przed tą katastrofą w geście protestu z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego odeszli jego dowódcy i najbardziej doświadczeni piloci? Że w dniu katastrofy ani dowódca ani zastępca dowódcy tej jednostki nie mieli uprawnień do latania na Tu-154? Nawet nieaktualnych! Że do tej sytuacji doszło pod okiem cywilnej kontroli na armią sprawowanej przez MON oraz Kancelarie Premiera i Prezydenta? Czy nikt nie przeczytał raportu gen. Krzysztofa Załęskiego, krótko dowodzącego po katastrofie smoleńskiej Siłami Powietrznymi, opisującego jak politycy wszystkich partii przez lata lekceważyli ostrzeżenia wojskowych?

Odpowiedzi na te i wiele innych oczywistych pytań w ciągu ostatnich pięciu lat nie padły. Prokuratura znalazła za to dwóch kolejnych podejrzanych – rosyjskich kontrolerów wojskowych, którzy mieli nieumyślnie przyczynić się do tragedii. Już w trakcie konferencji prasowej prokuratury refleksem na portalu społecznościowym popisał się mecenas Roman Giertych. Zapowiedział, że w imieniu reprezentowanych przez siebie rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej wystąpi o odszkodowania od rosyjskiego rządu. Wcześniej był wicepremierem rządu który też nie zrobił nic, by tej tragedii zapobiec. Warto przypomnieć, że polski MON takie odszkodowania, jakich teraz mecenas Giertych chce dla swoich klientów od Rosji, dawno już wypłacił. A Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej natychmiast odpowiedział polskiej prokuraturze wojskowej, że (tłumacząc na polski potoczny) może spadać z zarzutami wobec rosyjskich kontrolerów na najbliższą brzozę.

Nie rozczarował także poseł Antoni Macierewicz, zarzucając prokuratorom wojskowym, że piątkowa konferencja to polityczne działanie związane z kampanią wyborczą. Ustalenia prokuratury, według której bezpośrednimi przyczynami katastrofy smoleńskiej były kardynalne błędy popełnione przez załogę, skontrował swoją teorią o „wybuchu w powietrzu”. Pokazał zdjęcia części maszyny, które jego zdaniem mają tego dowodzić. – Bo ja to widzę! Pytałem kobiety, także w pani wieku i one tu widzą osmalenie – tłumaczył jednej z dziennikarek na konferencji prasowej. Działo się to w Sejmie RP.

Jest mi przykro. Nie tylko dlatego, że moje Państwo dalej się kompromituje. Także dlatego, że 10 kwietnia 2010 r. w katastrofie smoleńskiej zginęło wielu ludzi, których dobrze znałem i ceniłem. A kilku z nich zwyczajnie lubiłem.
Trwa ładowanie komentarzy...